Portować, czy nie portować?
Oto jest pytanie!
O co mi chodzi? Przeczytałem przed chwilą news, w którym była mowa o tym, że zgodnie z zapowiedzią firmy TrollTech wersja 4.0 biblioteki Qt ukaże się na licencji GPL na "wszystkie" platformy, w tym na MS Windows. Nie wchodząc w szczegóły, które to są te "wszystkie" platformy (a ze słyszenia znam ich wiele - Windows, GNU/Linux, Syllable, BeOS...), zainteresował mnie inny aspekt tej sprawy - otóż skoro Qt będzie dostępne na Windows na licencji GPL, to można by było napisać port środowiska KDE dla tego systemu. Można by było - tylko czy należy to robić? I właśnie to jest to pytanie, na które wielu ludzi stara się znaleźć odpowiedź.
Z mojego punktu widzenia cała ta dyskusja jest po prostu jałowa, a to z jednego, zasadniczego powodu. Skoro Qt ma być wydane na GPL, skoro KDE jest rozpowszechniane na tej samej licencji, to co niby miałoby powstrzymać kogoś przed zrobieniem stosownego portu? Chętni z pewnością się znajdą - i mniejsza już o ich motywacje. A skoro się znajdą, to powstanie portu KDE pod Windows jest tylko kwestią czasu. Ta sprawa wydaje mi się być przesądzona, koniec, kropka.
Interesujące wydają mi się być natomiast argumenty używane przez zwolenników oraz przeciwników idei portowania aplikacji KDE pod Windows.
Zwolennicy argumentują, że zrobienie portu KDE pod Windows przyczyni się do popularyzacji tego oprogramowania, w wyniku czego ludziom będzie łatwiej przesiąść się z Windows na GNU/Linuksa. Pojawiają się również argumenty czysto praktyczne, jak np. taki, że są i tacy ludzie, którzy najczęściej korzystają z GNU/Linuksa, lecz od czasu do czasu zdarza im się pracować pod Windows - i dla nich taki port byłby po prostu znacznym ułatwieniem. Muszę przyznać, że i ja się do takich ludzi zaliczam - i jakkolwiek nie używam KDE, to jednak praca pod KDE na Windows byłaby dla mnie znacznie bardziej kuszącą propozycją, niż obecny stan środowiska pracy pod systemem firmy z Redmont.
Przeciwnicy idei tworzenia portu KDE pod Windows uważają natomiast, że zniechęci to ludzi do przesiadania się z Windows na GNU/Linuksa, a w efekcie może tylko środowisku Wolnego Oprogramowania zaszkodzić. Po co - argumentują - ktoś miałby się przesiadać na GNU/Linuksa, gdzie miałby do dyspozycji jedynie Wolne Oprogramowanie, skoro pod Windows, którego ten ktoś obecnie używa, miałby do dyspozycji to samo Wolne Oprogramowanie oraz jeszcze oprogramowanie komercyjne? Ludzie - to wciąż ich argumenty - wybierają system operacyjny kierując się ilością dostępnego pod ten system oprogramowania, po co więc zwiększać przewagę zamkniętego systemu operacyjnego tworząc pod niego porty Wolnego Oprogramowania?
Obydwa te argumenty uważam za całkowicie chybione. Fakt, że pod systemem Windows istnieją porty wielu używanych przeze mnie programów - np. FireFoksa, gVima, OOo - wcale nie oznacza, że rozważam przesiadkę z GNU/Linuksa na Windows. Przesiadka ta nie interesuje mnie ani dlatego, że pod Windowsem czułbym się mniej zagubiony mogąc używać tych samych programów, ani dlatego, że w gruncie rzeczy nie muszę się przesiadać na Windows, aby tych programów używać. Czyli sam fakt, że pod danym systemem istnieje jakieś oprogramowanie, wcale nie zachęca (ani też nie zniechęca) mnie do używania tego systemu (oczywiście jest to prawdą dopiero po przekroczeniu pewnej granicznej liczby dostępnych programów pod dany system operacyjny). Mój wniosek: wykonanie portu KDE pod Windows w ogóle nie wpłynie na liczbę ludzi zmieniających system operacyjny (w jedną czy też w drugą stronę), a jeśli nawet - to w sposób minimalny.
Ale nie to jest akurat tutaj ważne. To, co mi się od razu rzuciło w oczy w tej dyskusji, to fakt, że dyskusja ta jest w zasadzie czysto "polityczna", że się tak wyrażę. Choć przedstawiciele każdej ze stron podnoszą argumenty praktyczne, to jednak wszystko obraca się wokół jednej, zasadniczej myśli - czy tworzenie portu KDE pod Windows przyciągnie ludzi do GNU/Linuksa, czy też będzie miało efekt przeciwny?
Prawdę mówiąc, takie stawianie sprawy wydaje mi się być po prostu śmieszne. Osobiście pracuję pod GNU/Linuksem i jestem w stanie dokładnie uzasadnić, dlaczego wybrałem właśnie ten system operacyjny (a powodem tym wcale nie było KDE, GNOME, czy też któryś z WMów). Mam natomiast wielu znajomych, którzy używają Windowsa - i oni również mogą odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to robią. Sytuacja taka wydaje mi się być po prostu naturalna - każdy z nas ma swoje potrzeby, pewne oczekiwania oraz umiejętności - i każdy z nas dokonuje w związku z tym pewnych wyborów w życiu. Ja wybrałem GNU/Linuksa, ktoś inny mógł wybrać Windows. Osobiście pomysł sportowania KDE pod Windows bardzo mi się podoba, ale głównie z tego powodu, że da to ludziom większy wybór podczas podejmowania decyzji o wyborze systemu operacyjnego. Marzy mi się taki świat, w którym każdy program działałby pod każdym systemem operacyjnym, gdyż wówczas każdy z nas mógłby swobodnie wybrać odpowiadający mu system operacyjny i cieszyć się wszystkimi dostępnymi programami.
Z mojego punktu widzenia nie ma znaczenia to, ilu ludzi używa GNU/Linuksa, Windows, czy jakiegokolwiek innego systemu operacyjnego. Niech każdy używa tego, czego chce - na tym właśnie polega wolność wyboru. Dziwi mnie więc fakt, że są ludzie, których interesuje to, jakiego ja (czy też ktokolwiek inny) używam systemu operacyjnego. Nie rozumiem takiego stanowiska: przecież to, jakiego ja używam systemu, nie ma wpływu na nikogo innego poza mną. Dlaczego więc kogoś miałoby to interesować? Dlaczego komuś miałoby zależeć na tym, aby na takiego GNU/Linuksa przesiadali się ludzie używający wcześniej systemu Windows? Co by ten ktoś przez to osiągnął?
Oczywiście zrozumiałbym, gdyby tutaj chodziło o pieniądze - ale przecież mowa jest o Wolnym Oprogramowaniu, które w zdecydowanej większości przypadków jest jednak dostępne za darmo (jeśli nie liczyć kosztu znalezienia, ściągnięcia i przystosowania się do używania tego oprogramowania).
Sam też tworzę oprogramowanie i dla mnie kwestia tworzenia portów jest niezwykle istotna. Dobrze pamiętam, jak zagubiony czułem się stawiając pierwsze kroki pod GNU/Linuksem, kiedy nie znałem jeszcze programów dostępnych pod tym systemem. Pamiętam również inny przełomowy moment w moim życiu, kiedy to przyszło mi nagle popracować pod Windowsem, po dłuższym używaniu GNU/Linuksa. Byłem wówczas równie zagubiony, ciągle uruchamiałem konsolę, próbowałem wpisywać "mc", "ls", czy "cp", złościłem się, kiedy nie miałem do dyspozycji gVima i wgeta. Komfort pracy nieco mi się poprawił, kiedy znalazłem porty tych dwóch programów pod Windows (jednakże z tego powodu wcale nie zdecydowałem się na powrót do tego systemu!).
Pamiętając o tych doświadczeniach staram się tworzyć oprogramowanie w taki sposób, aby dało się je jak najłatwiej przenieść na inne systemy operacyjne. Inne - to znaczy inne, niż GNU/Linux, pod którym pracuję i tworzę te programy. Ma to dla mnie znaczenie nie tylko z tego powodu, że program pod Windows znajdzie zapewne wiekszą liczbę użytkowników, niż pod GNU/Linuksem, ale również (a w moim przypadku: przede wszystkim) dlatego, żeby nikt nie czuł się zmuszany do pracy pod określonym systemem opracyjnym tylko dlatego, że autor danego programu taki właśnie system operacyjny lubi.
Z tego też powodu trudno jest mi zrozumieć postawę prezentowaną przez przedstawicieli obydwu stron w tej dyskusji "portować czy nie". Po prostu uważam, że w kwestii tworzenia portów dla Wolnego Oprogramowania nie chodzi o przyciąganie użytkowników do danego systemu operacyjnego (czyli o wzmacnianie pozycji danego systemu), lecz o podarowanie ludziom kolejnego oprogramowania, które będą mogli wykorzystać do własnych celów. Chodzi więc raczej o to, żeby wzmacniać oprogramowanie, a nie konkretny system operacyjny. Wydaje mi się, że kłócąc się o cokolwiek innego, marnuje się tylko swoją energię i czas, które można by było poświęcić na tworzenie oprogramowania.
Właśnie - tworzenie nowego oprogramowania... No to kończę już i biorę się do pracy.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home