Dwie różne filozofie
Odwiedziłem niedawno stronę internetową Fedory. Chciałem poszukać źródeł menadżera pakietów RPM, więc czym prędzej powędrowałem do działu "Download". To, co tam przeczytałem, było dla mnie całkowitym zaskoczeniem. W dalszej części tego tekstu będę pisał po polsku, tłumacząc tekst z angielskiego oryginału, który można znaleźć tutaj. W tłumaczeniu będę stosował męską formę w drugiej osobie (w języku angielskim "you" może się odnosić zarówno do mężczyzny, jak i do kobiety, ale trzymanie się tej zasady w języku polskim tylko utrudniłoby lekturę tekstu).
Pierwsze, co można przeczytać na tej stronie, to wiadomość "Zanim rozpoczniesz ściąganie, przeczytaj instrukcję. Aby ściągnąć i zainstalować Fedora Core, należy podjąć następujące kroki:". Lata doświadczeń z GNU/Linuksem nauczyły mnie jednego: zanim cokolwiek zrobisz, przeczytaj instrukcję. Niezastosowanie się to tej reguły kilkarotnie już poskutkowało stratą wielu godzin pracy. Więc kiedy widzę takie informacje, jak ta zacytowana powyżej, zawsze staram się do niej szczególnie dokładnie zastosować. Postanowiłem sobie więc poczytać dalej.
"1. Upewnij się, że rozumiesz, co robisz.
Masz zamiar ściągnąć cały system operacyjny, w większości przypadków będziesz go następnie instalował na swoim komputerze.
Jeśli posiadasz wolne łącze, np. poprzez modem, ściąganie Fedora Core może być wyjątkowo czasochłonnym procesem. Czas ściągania plików instalacyjnych zależy w dużym stopniu od prędkości połączenia z internetem. (...) Znaczy to, że przy połączeniu modemowym o prędkości 56K ściągnięcie tylko jednej płytki instalacyjnej (a większość instalacji wymaga ich więcej) potrwa około 27 godzin."
No proszę. Nie mogę powiedzieć, żebym się z tym nie zgadzał. Ale to jest przecież dosyć oczywiste: każdy chyba, kto tylko kiedykolwiek miał do czynienia z internetem (a wśród użytkowników komputerów jest to zapewne grupa bardzo liczna), wie, że im szybsze jest łącze, tym szybciej ładują się strony, obrazki, ściągają się pliki... Zaś rozmiar pliku, który ma się zamiar ściągnąć, też jest znany - więc po co pisać, że ściągnięcie jednej płytki instalacyjnej może potrwać długo?
Są to fakty, temu zaprzeczyć się nie da - ale faktem też jest, że dwa plus dwa równa się cztery, a jednak nikt tego faktu nie podkreśla tak mocno. Tego po prostu nie trzeba robić - bo i tak wszyscy to wiedzą.
Ale czytałem dalej, co następuje:
"2. Przygotuj miejsce na dysku twardym
Jeśli zamierzasz zainstalować Fedora Core jako drugi system, będziesz potrzebował miejsca na dysku twardym. W tym celu możesz zainstalować nowy dysk, albo zmodyfikować partycje istniejące na dysku, którego używasz obecnie."
Kolejne słowa prawdy. Tylko znowu dosyć oczywiste - instalując jakikolwiek system operacyjny trzeba przecież mieć miejsce na dysku twardym. Po co więc o tym pisać?
"3. Ściągnij potrzebne pliki
Aby zainstalować Fedora Core, ściągnij obraz DVD, albo cztery obrazy CD płyt instalacyjnych, nawet jeśli masz zamiar przeprowadzić instalację na dysk twardy."
Przyznam się, że nie bardzo rozumiem tę drugą część zdania (zaczynającą się od "nawet jeśli"), ale poza tym wciąż są tutaj wypisywane rzeczy dosyć oczywiste. Niejednego już Linuksa w życiu instalowałem, i zawsze przed instalacją musiałem posiadać komplet płyt instalacyjnych - cóż więc jest w tej informacji takiego istotnego, że trzeba było ją koniecznie przeczytać przed dokonaniem instalacji?
Dalej w tej samej instrukcji można przyczytać: "Po ściągnięciu obrazów ISO sprawdź ich sumy kontrolne, aby się upewnić, że ściągnęły się one prawidłowo.". Nie wiem, jak inni, ale ja zawsze sprawdzam sumy kontrole ściąganych plików większych, niż jeden megabajt. A zwłaszcza takich, które później instaluję w systemie (czy też które należą do samego systemu). Cóż jest więc tak ważnego w tej - dosyć oczywistej, informacji, że jej autorzy uznali, że trzeba o tym napisać?
Czytałem dalej: "Jeśli sumy kontrolne się zgadzają, wypal obrazy ISO na płytkach CD-R lub CD-RW. Uwaga: wypalanie obrazów ISO na płytkach wymaga użycia odpowiedniego programu, np. cdrecord.". A czy komuś mogłoby się wydawać, że zrobienie czegokolwiek przez komputer bez odpowiedniego oprogramowania w ogóle jest możliwe? Nawet ludzie, którzy do komputera z zainstalowanym Linuksem w ogóle się nie zbliżają, zdają sobie sprawę z tego, że również pod ich Windowsami trzeba mieć odpowiedni program, żeby cokolwiek na płycie wypalić.
Potem znalazłem jeszcze tylko jeden ciekawy fragment: "Nie zapomnij oznaczyć płyt po wypaleniu.". Ale to już pozostawię bez komentarza.
Tak dla porównania postanowiłem również zajrzeć na stronę innej dystrybucji, konretnie takiej, której używałem przez bardzo długi czas (a na laptopie używam po dziś dzień) - Slackware. I oto, co tam wyczytałem odnośnie ściągania płyt instalacyjnych z internetu (źródło można znaleźć w linkach na tej stronie):
"Zanim zaczniesz używać Slackware Linux, musisz zaopatrzyć się w płyty instalacyjne i zainstalować go. Zdobycie płyt instalacyjnych jest bardzo proste i sprowadza się do zakupu lub ściągnięcia ich za darmo przez internet. Instalacja również nie jest trudna, jeśli ma się podstawową wiedzę o swoim komputerze i chęć do zdobycia paru nowych wiadomości."
Jest to oczywiście prosta informacja o sposobach zdobycia płyt instalacyjnych Slackware. Nic odkrywczego, same informacje. Ale zdecydowanie bardziej zwarte i konkretne.
Dalej:
"Oficjalny zestaw płyt Slackware Linux składa się z czterech płyt. Pierwsza z nich zawiera całe oprogramowanie niezbędne do podstawowej instalacji na serwer oraz system X window. Druga z nich to LiveCD, tzn. bootowalna płyta, która ładuje system do pamięci RAM i umożliwia przeprowadzenie podstawowych operacji (np. ratunkowych) na systemie. Płyta ta zawiera również pakiety wchodzące w skład środowisk graficznych KDE czy GNOME. Zostało tam również umieszczonych parę dodatkowych programów w folderze "extra". Na trzeciej i czwartej płycie zawarty jest kod źródłowy całego Slackware (...).
Slackware Linux jest również dostępny za darmo w internecie. (...)
Weź pod uwagę, że nasz serwer ftp, jakkolwiek dostępny do użytku publicznego, nie ma nieograniczonej przepustowości. Rozważ skorzystanie z jednego z serwerów lustrzanych w celu ściągnięcia Slackware."
Parę konkretnych informacji (wraz z jakże przydatnym opisem zawartości płyt instalacyjnych; nikt, komu nie zależy na źródłach, nie musi ściągać trzeciej i czwartej płyty - i jest to bardzo cenna informacja), które nie są jednak na tyle oczywiste (dla ludzi, którzy z tą dystrybucją nie mieli wcześniej do czynienia), aby uznać wypisywanie ich za zbędne. No - może tylko ta wzmianka o możliwym dużym obciążeniu serwera ftp... Często się zdarza, że serwery takie są bardzo obciążone, więc w zasadzie można by założyć, że każdy już wie, że należy znaleźć sobie odpowiedni mirror.
Na podstawie tych paru informacji można od razu świetnie scharakteryzować każdą z tych dwóch dystrybucji. Twórcy Fedory sprawiają wrażenie, że uznają zainteresowanych tą dystrybucją ludzi za idiotów. Udzielają im najbardziej nawet oczywistych informacji, sprawiając w dodatku wrażenie, że są to informacje niezbędne do prawidłowego zainstalowania, ba! ściągnięcia nawet, systemu. W efekcie człowiek traci na lekturę tej instrukcji trochę czasu (niewiele, ale zawsze). Z kolei twórcy Slackware uznają, że skoro raz napisali, że Slackware Linux jest dystrybucją Linuksa (systemem operacyjnym), to nie trzeba już użytkownikowi tłumaczyć, co to jest system operacyjny, że obrazy płyt mogą być duże (rzędu kilkuset MB), że system ten po ściągnięciu instaluje się na dysku twardym i że trzeba mieć na tym dysku miejsce, żeby go zainstalować. To bowiem powinno być oczywiste dla kogoś, kto przystępuje do instalacji (a jeśli nie jest, to odradzałbym zabieranie się za jakąkolwiek instalację).
Nie znam dokładniej Fedory, nigdy jej nie używałem. Pracowałem tylko pod Red Hatem, potem pod Auroksem. Po Auroksie przeszedłem na Slacka - i tam dopiero zacząłem oddychać. Zniknęło wrażenie, że komputer robi czasami coś poza moją wiedzą, że to nie ja go kontroluję. Slack niczego nie próbował robić wbrew mnie - jeśli czegoś nie zrobiłem sam, to nie było to zrobione.
Borąc pod uwagę te fakty, mogę chyba śmiało zaryzykować stwierdzenie, że Fedora nie byłaby dobrym systemem dla mnie. Skoro już na wstępnie użytkownik jest tam traktowany tak, jakby nigdy wcześniej nie zetknął się z komputerem (ani z internetem), to co musi być dalej? Pewnie to, co dobrze znam z innego systemu operacyjnego, z którego korzystałem przez długi czas, i który niemalże zrobił ze mnie ignoranta, który nie wie, jakiej karty dźwiękowej używa - z Windows.
Nie krytykuję oczywiście Fedory - stwierdzam tylko, że nie jest to system odpowiedni dla mnie. Ja preferuję systemy takie, jak Slackware (czy jak Arch, którego obecnie używam), których filozofią jest prostota - wszystko, co się dzieje, jest prostą konsekwencją działań użytkownika. Jeśli użytkownik nie skonfigurował modemu, to modem nie będzie działał. Jeśli ktoś będzie instalował oprogramowanie ściągnięte z sieci, bez upewnienia się, że zgadzają się sumy kontrolne, że oprogramowanie to jest dobre i robi to, co powinno robić, to nie może się później dziwić, że coś może nie działać tak, jak powinno. Na tym właśnie polega to, co często określam w słowach "Slackware jest bardzo prostym systemem".
Widać tutaj również olbrzymie bogactwo świata GNU/Linuksa - jest w nim miejsce zarówno na taką Fedorę, jak i na takiego Slacka. I całe szczęście - bo w zasadzie każdy użytkownik komputera ma inne wymagania.

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home